Ustaw jako stronę startowąDodaj do ulubionychKontaktMapa stronyKanał RSS

Strona powięcona Polskiej Prowincji Zakonu Ojców Kamilianów

zakon, Kamil, Kamilianie, Camilliani, Tarnowskie Góry, Proboszcz, wikary, prowincjał, de, Lellis, Parafia

Wywiad z nowym Prowincjałem Zakonu OO. Kamilianów

Ostatnia aktualizacja: 11/06/2010; 09:22.
   


Trzeba być wolnym od uprzedzeń

Rozmowa z ojcem Arkadiuszem Nowakiem, nowym prowincjałem Zakonu Kamilianów.

Wywiad, który ukazał się w Gliwickim Gościu Niedzielnym (nr. 24/787 z dn. 17 czerwca 2007), publikujemy dzięki uprzejmości p. Klaudii Cwołek - autorce wywiadu i redaktorce Gliwickiego Gościa Niedzielnego.

Ojciec Franciszek Bieniek i Ojciec Arkadiusz Nowak - ustępujący i nowy prowincjał Zakonu OO. Kamilianów \n\nFot. Klaudia Cwołek Gliwicki Gość Niedzielny

KLAUDIA CWOŁEK: Ks. Arkadiusz Nowak w całej Polsce znany jest z pomocy narkomanom i chorym na AIDS, czy nie żal Ojcu po tylu latach zostawiać tę pracę?

OJCIEC ARKADIUSZ NOWAK: - Kiedy w 1990 roku rozpoczynałem pracę z osobami żyjącymi z HIV i chorymi na AIDS w zasadzie było to tworzenie dla nich struktur opieki od podstaw. Później miałem okazję pomagać tej grupie jeszcze więcej, będąc pełnomocnikiem ministra zdrowia ds. AIDS i narkomanii. Dziś mogę ze spokojnym sumieniem powiedzieć, że moja stała obecność przy chorych z AIDS nie jest już tak bardzo potrzebna. Istnieje Krajowe Centrum ds. AIDS, które koordynuje działalność profilaktyczną, jest doskonale zorganizowana struktura opieki medycznej, mamy ogólnopolski program bezpłatnego leczenia antyretrowirusowego. Więc w zasadzie chorzy nie odczują w żaden sposób tego, że będę mniej czasu poświęcał sprawom chorych na AIDS. Ale dozę żalu oczywiście odczuwam. Jednak nie rozstaję się całkowicie z problemem i ludźmi, z którymi do tej pory moje losy były złączone - to niemożliwe, bo to zawsze była moja praca u podstaw. Siłą rzeczy sercem jestem z nią związany, więc chorzy na AIDS dalej mogą na mnie liczyć w sytuacjach wymagających mojego wsparcia.

Gdy Ojciec przed laty rozpoczynał pomoc chorym na AIDS, było to ostre pójście pod prąd. Czy również teraz możemy się czegoś takiego spodziewać?

Obejmuję urząd prowincjała w sytuacji, gdy zakon jest dobrze rozwinięty, ma swoje silne struktury. Ale każda zmiana wiąże się z oczekiwaniem czegoś nowego. Ci, którzy dokonują wyborów, mają nadzieję na powiew wiosny. Naturalne jest, że na najbliższe trzy lata mam swoją koncepcję, która pozwoliłaby zakonowi zrobić jeszcze więcej niż do tej pory dla człowieka chorego i dla personelu służby zdrowia. Bardzo bym chciał, żeby nasza działalność była ściśle związana z charyzmatem zakonu, to przecież oczywiste. Więc nawet jeżeli wykonujemy jakieś działania związane z pracą typowo duszpasterską, np. pracą w parafii, to ojcowie proboszczowie muszą sobie zadać pytanie, czym w praktyce różni się kamiliańska parafia od parafii diecezjalnej. Jeżeli tej różnicy nie ma, to musimy spowodować, żeby ona zaistniała. Zamierzam też skoncentrować się na tym, żeby zakon rozwinął opiekę nad stowarzyszeniami i fundacjami, które skupiają pacjentów. Trzy lata temu założyłem Instytut Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej, który teraz będzie ściślej związany ze strukturami naszego zakonu. W Polsce mamy obecnie ponad 200 różnych organizacji pacjentów, więc jest to ogromny potencjał, również do pracy duszpasterskiej. Razem z nimi powinniśmy walczyć o godność i praktyczną realizację praw pacjenta. Ze smutkiem stwierdzam, że postać św. Kamila, patrona chorych i służby zdrowia, temu środowisku często nie jest znana, więc to także jest ważne zadanie, żeby upowszechnić jego kult. Zamierzam współpracować z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim i stworzyć studia podyplomowe dla kapelanów szpitalnych. Jest to bardzo potrzebna inicjatywa, bo kapelan szpitalny to nie tylko ten, kto przychodzi i rozdaje Komunię świętą, ale postać, która w szpitalu powinna mieć ogromne znaczenie i prestiż - siłą rzeczy duże kompetencje.

Czy ma Ojciec jakąś receptę na godne przeżywanie cierpienia?

- Absolutnie nie mam, myślę że nie ma takiej uniwersalnej recepty.

Może więc jakąś radę?

- To jest dość indywidualna kwestia, jak człowiek sobie radzi z cierpieniem. Zawsze podkreślam w bezpośrednim spotkaniu z osobami ciężko chorymi, że ogromną pomocą jest obecność drugiego człowieka, któremu ufają, przed którym mogą wypowiedzieć wszystko - również pretensje i pytania, dlaczego akurat ich to spotkało, dlaczego prawa natury wszystkich ludzi, dobrych i złych, traktują tak samo. Gdzie jest Pan Bóg? Łatwo jest wprawdzie mówić, że cierpienie uszlachetnia, że Pan Bóg, dopuszczając cierpienie, jednocześnie daje siły, żeby sobie z nim radzić, natomiast wiadomo, że jeżeli chory nie ma silnego fundamentu wiary, to takie słowa mogą być dla niego denerwujące. Do takiego przekazu należy podejść bardzo indywidualnie. Odwołuję się do teologii, gdy mam pewność, że jest ona dla człowieka cierpiącego balsamem. Ale kiedy wyczuwam, że może to być powód do zdenerwowania, to wolę mówić mniej, a bardziej koncentrować się na wsparciu, polegającym na typowej ludzkiej życzliwości, prostych gestach i rozmowach o wszystkim, na co chory ma ochotę. Niewątpliwie wiara pomaga w radzeniu sobie z cierpieniem, ale jeżeli ktoś nie ma tej łaski, wtedy warto spróbować z innej strony. Naszym zadaniem jako kamilianów jest to, aby indywidualizować pomoc. Święty Kamil bardzo wyraźnie nam nakazywał, żebyśmy służyli wszystkim chorym, niezależnie od ich cierpienia i niezależnie od ich światopoglądu. Zawsze podkreślam, że kamilianin musi być wolny od jakichkolwiek uprzedzeń. To wyjątkowa cecha, której trudno się uczy, jeżeli nie posiada się jej z natury.

Stronę wyświetlano 5313 razy
od 20 czerwca 2007 roku.
1998-2017 (C) Kamilianie & Krzysztof Gawliczek.